To już przegięcie. Wrażliwość moja nie zna granic.
Miał być wpis w niedzielę, więc jest. Troszeczkę późno, bo niedawno co sobie przypomniałam o tym, że miałam dzisiaj pisać. Ale nie musiałam się długo zastanawiać o czym. Zapraszam. Wesele kuzynki, które odbyło się dnia 6 października 2018 roku. Miałam świeczki w oczach, jak Państwo Młodzi z domu do kościoła szli na nogach, z orkiestrą. Na tym samym weselu, znowu miałam świeczki w oczach, jak Państwo Młodzi włączyli na dużym ekranie film dla swoich rodziców z podziękowaniami za wychowanie, naukę i wszystkie lata przez, które byli z nimi i ich wspierali. Płakałam przez chłopaków, chociaż nie. Płakałam dlatego, że często byłam zła na samą siebie, a byłam zła, bo za bardzo potrafiłam się zauroczyć i narobić sobie nadzieję. Już tyle razy sobie wmawiam, że nigdy więcej. Płakałam na wielu filmach, romantycznych i tych mniej, w których ginie osoba co mi imponowała. Płakałam przy jednej piosence i to była piosenka Kaliego. Długo na nią czekałam i to były łz...